aktualnosci

 

Krzysztof Kowalewicz we wspominkowym artykule o dzisiejszych losach członków grupy, "Gazeta Łódzka" - regionalny oddział "Gazety Wyborczej", 30.06.2001. 

Dluga droga z Moskwy


Kiedyś nosili długie włosy skórzane kurtki i glany. Bawili się, pili tanie wino, śpiewali o wolności. Przez kilkanaście lat zmienili się nie do poznania.

W tym tygodniu ukazała się płyta "1984 Koncert" dokumentująca występ łódzkiej grupy Moskwa w "Siódemkach". Z okładki spogląda trzech młodych chłopaków: Guma, Rogoz i Pałker - pierwszy skład legendarnej kapeli punkowej.

Materialny syf

Bo Moskwa to niemal synonim punku, czyli buntu. Nie tylko wobec panującego systemu politycznego. Buntu wobec porządku świata w ogóle.
W filmie "My Blood, Your Blood" ("Moja Krew, Twoja Krew"), zrealizowanym przez Andrzeja Kostenkę dla telewizji BBC z Festiwalu Muzyków Rockowych w Jarocinie, jest taka scena. Muzycy Moskwy wchodzą po schodach z peronu dworca kolejowego. Paweł 'Guma' Gumola (lider, gitarzysta, kompozytor większości utworów) dłubie ostentacyjnie w nosie i wyciera palec o poręcz.
W Polsce nowa ideologia eksplodowała na początku lat 80. wtedy też powstała Moskwa.
Natychmiast uznano ja za najszybciej grająca grupę w całym kraju. - W kwadrans graliśmy 14 utworów - opowiada perkusista Tomasz 'Pałker' Gron. - Chcieliśmy się czymś wyróżnić, dlatego postawiliśmy na rytm. Nie chodziło o melodię, lecz o ścianę dźwięku.
"Nigdy. Nie powiem tak jak wy. Nigdy nie sprzedam się jak wy. Nigdy nie będę kurwą. Nigdy nie zawładną mną, nowe hasła nigdy" - śpiewał a właściwie krzyczał do mikrofonu Guma w jednym z numerów. W innym pt. "Materialny syf" ryczał "Zobaczyłeś to, jak wygląda taki świat, gdzie pieniądze są, nie ma w nim na szczęście nas. Miłość, w której ty nie znaczysz nic, pokazała ci cały materialny syf".
Pałker miał ze sobą zawsze kilka par pałek (często łamały mu się nawet na próbach), do tego obowiązkowo ręcznik i duża butelka wody. Zdarzało się, że od szybkiego grania gitarzysta basowy ranił sobie palce do krwi. - Prawa ręka wycierała się o deskę gitary - tłumaczy Piotr 'Rogoz' Rogoziński. - Dlatego później już przed koncertem owijałem ją bandażem.
A koncerty Moskwy trwały średnio pół godziny. Nie tylko z powodu szaleńczego tempa utworów. Często występ przerywała interwencja milicji. Władzy nie podobał się wygląd muzyków i teksty piosenek. Teksty przed każdym występem musiały być zaakceptowane przez cenzurę, ale grupa ignorowała nawet ten nakaz. Guma - Nie przypuszczam, by któryś z cenzorów przyszedł na nasz koncert posłuchać, o czym śpiewamy.

Rok 1984

Kiedy we Wrocławiu w 1984 roku interweniowała milicja lider krzyczał na zmianę: "Niech żyje milicja" i "Gestapo". Wielu fanów zostało zatrzymanych. Pałker: - My też parę razy dostaliśmy pałką po plecach. Pamiętam, że oberwałem podczas święta "Głosu Robotniczego" w łódzkim zoo. Kiedy zorientowano się, o czy śpiewamy, przerwano koncert. Graliśmy tylko dziesięć minut.
Nazwę grupy wymyślił Guma. - Usłyszałem nazwę Berlin. Uznałem, że Moskwa też brzmi dobrze.
- Pamiętam jak w 1985 roku graliśmy w Warszawie z miejscowym zespołem Agonia
- wspomina Pałker. Plakaty z nazwami obu grup rozklejane na mieście budziły respekt i niepokój: "Agonia, Moskwa". Funkcjonariusze milicji zrywali je w pośpiechu.
Najważniejszy w historii Moskwy był rok 1984. Zespół został laureatem festiwalu w Jarocinie. - Kiedy usłyszałem w radiu, że zostaliśmy zakwalifikowani do Jarocina, zrozumiałem, że to , co robimy, ma sens - opowiada Guma. Poczułem się do tworzenia nowych rzeczy.
W punkowych kręgach Moskwa stała się gwiazdą. I przeszła do historii. Grupa trafiła do najpoważniejszych opracowań dotyczących polskiej muzyki. Notatka w "Encyklopedii polskiego rocka" zajmuje ponad stronę, a zaczyna ją zdanie: "Jeden z najciekawszych i najważniejszych przedstawicieli polskiego rocka".
I najpopularniejszych! Zazwyczaj zaraz po koncertach muzycy wsiadali do pociągu i jechali dalej. Ale raz po występie w Krakowie, mieli do dyspozycji dwa pokoje w Hotelu Polskim. - Fani chcieli pogadać z nami o muzyce, ale portier nie chciał ich wpóścić - opowiada Pałker. Mieszkaliśmy na pierwszym piętrze. Fani weszli do naszego apartamentu przez okno po związanych prześcieradłach.
Zespół dawał otuchę nie tylko młodzieży w kolorowych irokezach i wyciągniętych koszulach. Guma: - Znany awangardowy artysta Józef Robakowski, zrobił nam kilka teledysków. Oglądali je ludzie z "Solidarności". Czerpali z nich siłę. Podobało im się, jak młodzi ludzie śpiewają wprost o pewnych rzeczach.

Nie dłubie już w nosie

Grupę wyróżniała nie tylko ostra muzyka, również sceniczny image. Żaden z muzyków Moskwy nigdy nie miał irokeza. Guma i Rogoz nosili długie, mocno natapirowane, włosy. Reszta już typowo punkowa: skórzane kurtki, tzw." ramoneski", wąskie spodnie i glany na nogach, czasem pasy do amunicji.
Pałker jest prawnikiem. Zamiast - jak kiedyś - walczyć z państwem, dziś wystepuje w imieniu prawa. Sam tłumaczy to tak: - Przeszłość muzyka punkrockowego nie kłuci się z obecną pracą prawnika. Granie było odskocznią od codzienności. Spełniłem się na scenie. Poza tym tak naprawdę nigdy nie byłem punkiem.
Pałker chodzi w garniturze. Pracuje od ósmej do szesnastej. Ma 73 dni zaległego urlopu i dziesięcioletniego syna.
Rogoz pracował w bibliotece, teraz dorabia w sklepie. Zanim trafił do Moskwy był sanitariuszem w pogotowiu. Wprawdzie marzył o studiach ("chciałem się uczyć w szkole policyjnej w Szczytnie"). Ale z planów nic nie wyszło. Jako jedyny w zespole miał oryginalne koszulki brytyjskich zespołów punkowych. Teraz już ich nie nosi. Jest rozwiedziony, mieszka z matka w bloku.
Tylko Guma do dziś zajmuje się graniem. Punkowy bunt ustąpił jednak miejsca religijnej refleksji w rytmach reggae. - To wpływ filozofii Wschodu. Po rozpadzie Moskwy zwróciłem się w zdrowemu, pozytywnemu myśleniu i ekologii. Teraz interesuje mnie praca nad samym sobą - mówi Guma.
Od kilku lat medytuje. Dwa, trzy razy dziennie, po pół godziny lub dłużej. Zazwyczaj siada wtedy przy stole zastawionym dymiącymi kadzidełkami i zapalonymi świecami. Czasami medytuje w parku. - Jest też medytacja w ruchu, dlatego chodzę na reggae party. To wszystko poprawia stan mojego umysłu - wyjaśnia. Zapytany o wyznanie odpowiada: - Moja religia to boska religia. Najważniejsze są dobre wartości, które pierwotnie posiadaliśmy, ale od nich odeszliśmy.
Guma, lider dawnej Moskwy, dwa razy był w Indiach w ośrodkach medytacyjnych. Obie wyprawy uznaje za wyprawy życia. Żeby pojechać po raz pierwszy, sprzedał wzmacniacz do gitary. Na drugi wyjazd poszły pieniądze ze sprzedaży "malucha".
Wygląda też inaczej niż kiedyś. Swoją "ramoneskę" sprzedał w Berlinie. Dostał za nią 200 marek. Wegetarianom nie wypada nosić skórzanych rzeczy. Jeździ po mieście rowerem. Nie dłubie już w nosie, gdy inni patrzą.

Gdzie oni są?!

Guma nie ma dziś o punkowcach najlepszej opinii: - To nihiliści. Za dużo drinkują. Wyraźnie brakuje im duchowej filozofii. - Punk jest dobry, ale to jest etap w życiu człowieka - dodaje. Trzeba się rozwijać i zmieniać. Nie można w kółko powtarzać: "pieprzę ten świat". Ale do punków mam jednak sentyment. Przypominają mi młodość.
Inaczej Rogoz. Ten do dziś czuje się punkiem. - Nieważny jest strój człowieka. Liczy się wolność w sercu i jakaś niezależność. To banał: ale punk nauczył mnie być sobą.
- Nie tylko my się zmieniliśmy - zauważa Pałker: - Mięliśmy grupy wiernych fanów. Gdzie oni są?! Niewielu z nich zostało przecież przy punkowym image'u i zachowaniu. Rzeczywistość jest brutalna. I nas zmusiła do dostosowania się do ogólnie przyjętych norm. Zaczęła się walka o byt. Oczywiście, idealną sytuacją byłoby - ciągnie Pałker - gdyby można linię Moskwy kontynuować przez całe życie. Nagrywać płyty, występować na scenie i utrzymywać się z grania. Ale to niemożliwe.
Guma i Pałker czasem się spotykają. Przy piwie wspominają Moskwę, słuchają starych nagrań. Starych? Gdy o tym wszystkim myślę, czuję się, jak by to było wczoraj - mówi najszybszy punkowy perkusista w Polsce. Punkowiec w garniturze.

Krzysztof Kowalewicz.

powrót do początku strony


:::e-mail::::dada.serpent.pl on terra soundtralis incognita::::