aktualnosci

 

Krzysztof Kowalewicz  w rozmowie z Piotrem 'Stopą' Żyżelewiczem;" Gazeta Wyborcza", 4.02.2000.

Granie ponad podzialami

(...)
- Potem trafiłeś do łódzkiej Moskwy. To już była formacja stricte punkowa. Jak się w niej znalazłeś?

- Wtedy w Armii i Moskwie na bębnach grał "Gogo Szulc" (Tomasz Kożuchowski - przyp. kk). Zdarzało się, że terminy koncertów się pokrywały i wtedy był problem z perkusistą. Żeby ich uniknąć 'Guma' (Paweł Gumola, lider Moskwy - przyp. kk) przyjął mnie do grupy.

- Wymiennie z "Gogo Szulcem" wzięliście udział w nagraniu pierwszej płyty tego zespołu. Pamiętasz tamtą sesję?

- Coś niesamowitego. To był pierwszy album nagrany z moim udziałem. Nagrywaliśmy w studio CCS. Wtedy po raz pierwszy w życiu grałem na elektrycznych bębnach.

- Tamten skład Moskwy był bardzo dobry, grał w nim m.in. Darek Malejonek - znany dzisiaj z Houk i 2 Tm 2,3.

- Trudno mi powiedzieć, czy był to najlepszy skład. Wydaje mi się, że jednak nie.

- Ponad dwa lata trzeba było czekać na ukazanie się nagranej wtedy płyty.

- Dla mnie było ważne, że w ogóle ją nagraliśmy. Wydanie miało drugoplanowe znaczenie.

- Mieszkałeś w tym czasie w Łodzi. Jakie miejsca odwiedzałeś?

- Nie jestem osobą prowadzącą życie towarzyskie. Najwięcej czasu spędzałem na graniu i próbach z zespołem. Czasem dochodziło do jakichś kameralnych spotkań.

- W 1990 roku Moskwa nagrała drugą płytę "Życie niezwykłe", którą większość fanów odebrała jako zdradę punka.

- Mnie cieszyło samo granie, bycie z przyjaciółmi. Tam były ciekawe rzeczy, które miałem do wykonania i to mnie pochłonęło. Nie zastanawiałem się specjalnie nad ogólną formułą.

- Potem zespół przestał istnieć. Czyżby stracił pomysł na siebie?

- Każdy z muzyków miał jakieś dodatkowe zajęcia i dość naturalnie drogi wszystkich się rozeszły. (...)

Rozmawiał Krzysztof Kowalewicz.

powrót do początku strony


:::e-mail::::dada.serpent.pl on terra soundtralis incognita::::