aktualnosci

 

Krzysztof Hiszp w fotoreportażu z klubu Karuzela, "Na Przełaj", 11/1989.

Moskwa w Karuzeli

Narzekacie na brak koncertów, że drogo i tak dalej, tymczasem przynajmniej raz w tygodniu, w warszawskim klubie Karuzela na Jelonkach posłuchać można na ogół dobrej muzyki. Niestety, większość z was jest leniwa i jeśli impreza odbywa się gdzieś dokąd jedzie się dłużej niż 20 minut, po  prostu odpuszcza sobie. Tak, fani! Mocni jesteście, ale w gębie. Dlatego Guma był trochę zawiedziony. Oczywiście Guma z Moskwy. I kapela także... przyjechali tyko na jeden koncert do stolicy! Tak, wszystko się kończy: szmal, muzyka, nerwy, chęć. Może wiec należałoby zamknąć ten cały kramik i iść do  domu? Niektórzy mają na to ochotę, i wcale im się nie dziwię. W Karuzeli zjawili  się puny i metalowcy. Puny były niegroźne. pogowały spokojnie, ale metalowcy, takie szczawie po piętnaście lat fot. Mirosław Stępniak, Na Przełaj nastawili się bojowo.Wyglądali naprawdę zabawnie. Wychłeptali jabola na czterech, głowy jednak słabe, wiec zaszumiało.Najpierw im, a potem oni sami. Teraz dygresja - wszyscy wiedzą, co tu się drukuje, więc proszę nie posądzać mnie o cokolwiek - patrzyłem okiem bezstronnego obserwatora i byłem coraz bardziej wkurzony. Bo te szczawie, te gnojki z Motorhead na plecach musiały narozrabiać. Musiały rozbić butelkę przed wejściem do klubu, musiały zaczepiać ludzi na ulicy, musiały blokować przejazd samochodom. Teraz pobliskie osiedle ma wbrew podobnym imprezom.  więc nie dziwcie sie, że kiedyś będziecie ich  szukać z wywieszonym jęzorem. I nie będzie, ani dudu...!!!

Teraz o Gumie. Guma jest znowu w dobrej formie.Guma przemyślał parę spraw i nie jest już no future - życie trzeba traktować z przymrużeniem oka i na wesoło, z optymizmem. Co prawda, Guma specjalnych powodów do radości nie ma, ale stara się nie dać po sobie poznać... od 1983 roku, wtedy powstała pierwsza Moskwa, nadal nie mam nic, występuje za najniższe stawki, choć nie jesteśmy chyba tacy najgorsi. Ciężko jest mi związać koniec z końcem, muszę przede wszystkim zarobić, by mieć pieniądze dla mojego synka, który jest z żoną. Ja żony nie mam, bo odeszła z innym mężczyzną. Ale mam syna. Mógłbym być no future, byłem nawet, ale zmienił mi się kąt patrzenia na scenie próba, część załogi już na stanowiskach, słyszę harmonijkę, co to Guma, będzie blues?!!!

... - będzie, a jakże, również country i rock and roll, no i punk. Teraz przyszedł  czas na muzykę z czadem. To co ma czad, nie mnożę być nam obce. Czad jest ważny dla mnie i czad musi iść w publikę. I dobre dźwięki. Nie mamy szczęścia do aparatury. Gdy gramy znane numery nie ma sprawy - ludzie je znają i choć głośniki smażą, wszyscy wiedzą o co chodzi. Ale gdy mamy ochotę pokazać coś nowego, ludzie gwiżdżą, bo nic nie słyszą. Więc wracamy do starych kawałków, a wtedy niektórzy marudzą, że się nie rozwijamy i nie idziemy do przodu. Zobaczysz, dzisiaj - jeśli usłyszysz - to usłyszysz No woman no cry i jazz baba ryba. No, jak usłyszysz. Bębny są koszmarne, ktoś się chyba boi, że nie umiemy grać i wystawił najgorszy zestaw. Ale nic to, jakoś będzie. Musi być. Niedawno wywalili nas z jednego klubu w Łodzi, gdzie robiliśmy próby. Wywalili, bo przychodzili ludzie, żeby posłuchać. My im mówiliśmy, żeby sobie poszli, a oni wtedy do nas: patrzcie, jakie gwiazdy, już nawet na próbę przyjść nie można, ważniaki. A przecież nam nikt nie przeszkadzał, tylko tamtym. No i wywalili... Guma stroi gitarę, podróbkę, nagrodę od jazzmanów, jaką otrzymał chyba na Róbrege. Podróbka jest kiepska, nawet bardzo, ale przecież darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda. Więc i Guma tego nie robi.
Rozmiar: 20949 bajtów
Jest szczęśliwy, bo mógłby grać na Jolanie... Teraz szykuje nam się wyjazd do Francji, aby nagrać płytę. Dla tej samej firmy co Dezerter. Tak, w Paryżu. Liczymy, że może się uda, pomaga nam Alma-Art z Łodzi, jak może, ale przecież im też się nie przelewa. Sfinansują nam drugi polski lonplay. Materiał już mamy, tylko go nagrać. Trzeba to zrobić jak najszybciej , żeby nie było za późno. Nasza pierwsza płyta ukazała się właśnie za późno. Nie był to już ten czas? No to cześć. Idziemy grać, jak chcesz posłuchaj. Więc wyszli po kolei. Pawł Gumola, Piort Rogoziński, Krzysztof Laskus i Włodzimierz Smółka.

Krzysztof Hiszp,
fot. Mirosław Stępniak.

powrót do początku strony


:::e-mail::::dada.serpent.pl on terra soundtralis incognita::::